,,Działanie nie zawsze daje szczęście, ale nie ma szczęścia bez działania"
Benjamin Disrael

W skrócie i upraszczając:
Nie zapierdalasz, nie masz! I nie masz nawet co liczyć na fart.

Świat jest tak skonstruowany, że nawet wygrana w totka musi być poparta wcześniejszą czynnością, a my mamy tendencję do tego żeby wciąż czekać na odpowiedni moment i przekładać nasze plany.
Bezsensownie czekamy na idealny termin łudząc się, że niebawem trafimy na niepowtarzalną okazję.
Okazję, która łatwo poniesie nas w stronę w którą patrzymy od dawna.

Cały problem polega jednak na tym, że te bezczynne czekanie wcale nie przybliża nas do celów.
Najwięcej drzwi i nowych możliwości otwiera się nam dopiero po przekroczeniu pewnych granic.

NIE GRASZ-NIE WYGRASZ”

I nie ma to znaczenia jakie masz plany. Jakieś masz na pewno. Każdy z nas je ma.
Chodzi o to, że nie wykonujemy kroku w jego stronę, albo wykonujemy iluzoryczne oszukując samych siebie. Oszukujemy samego siebie, że coś robimy, a tak naprawdę palimy głupa przed wszystkimi wokół nas. Prędzej czy później ta postawa sama zacznie nas męczyć i łatwo wpaść w błędne koło. Oczywiście takie problemy przychodzą tylko do ludzi ambitnych, ale skoro jesteś tutaj i to czytasz to zakładam, że chcesz od życia coś więcej niż 2koła co miesiąc na koncie i sprawny telewizor. Ewentualnie piwko do tego...

Wracając do meritum. Ile razy słyszałeś w życiu tekst od ludzi, którzy już coś osiągneli. 
 
„Jedyne czego żałuję to to, że nie zacząłem wcześniej”

Sam tak często sobie powtarzam kiedyś już zrobię coś konkretnego. Zapewne Ty również.
I chodzi o to, że faktycznie po przekroczeniu pewnych granic uświadamiamy sobie,
że straciliśmy trochę czas na zwlekanie, które nic nie wnosiło do naszego życia.
Co więcej, działanie daje nam perspektywę tego w jakim miejscu stalibyśmy dalej gdybyśmy nie wykonali kroku,
oraz pokazuje nam gdzie możemy dojść i ile jeszcze nas czeka jeśli dalej będziemy robili co do nas należy.
Po prostu. Jeśli masz cele i nie jesteś życiową pizdą (albo masz już dość niej być) musisz wyciągnąć rękę po to czego oczekujesz.

Bo jak zwiększają się Twoje szanse na wygraną jeśli nawet nie próbujesz? Samo przyjdzie?
Pamiętaj o tym, że wchodząc na wyższe piętra zmienia się perspektywa i Twoje spojrzenie.
Otwierają się kolejne możliwości i widzisz rzeczy, których wcześniej bierną postawą wcale byś nie zauważył.

„NIE GRASZ-NIE WYGRASZ” Proste...

Dość przejrzystą analogią do wcześniejszej tezy jest sport.
Cofnijmy zatem się trochę w czasie na osiedlowe boiska, gdzie dzieciaki napieprzają w piłkę.
(cofnijmy, bo dzisiaj osiedlowe meczyki nie są już taką codziennością jak wcześniej)

Jak myślisz, który z chłopaków uznawany jest za najlepszego?
Oczywiście ten ten, który bierze na siebie grę i strzela najwięcej goli. No k. proste!
Ile może mieć sytuacji bramkowych grając przez cały dzień?
( tak kiedyś wychodziło się po śniadaniu na osiedle, robiło przerwę na obiad i dalej pełna do kolacji)
Załóżmy, ze ma ich setkę. Spierdoli 90% szans. Zostaje mu 10% sytuacji które wykorzystał danego dnia. Po bardzo skomplikowanych analizach matematycznych dochodzimy do tego, ze chłopak strzela 10 goli dziennie.

A jak myślisz ile sytuacji ma ten kto czeka tylko na podanie?
Dostanie dwie piłki, które jeszcze może spieprzyć, bo nie będzie na to przygotowany.
Nie ma obycia w grze przez wieczne oczekiwane na najlepszy moment.
To był tylko jeden dzień gry. A co jest po dłuższym okresie?
No właśnie. Tak rodzi się sukces.
Suma małych rzeczy powtarzanych każdego dnia.
Tworzenie z życia gry i cały czas w niej trwanie.

Jeśli jesteśmy już przy grze to przytoczmy słowa Michaela Jordana.

Spudłowałem ponad 9 tysięcy rzutów w swojej karierze. Przegrałem niemal 300 meczów. 26 razy powierzano mi oddanie decydującego o zwycięstwie rzutu, i pudłowałem. Raz za razem zawodziłem w swoim życiu – i to właśnie dlatego odniosłem sukces”

Nigdy nie dzieje się tak, że zawsze wszystko przyjdzie łatwo. Będziesz miał mnóstwo porażek po drodze.
Ale od Ciebie zależy jak będziesz sobie z nimi radził. Albo utorują Ci drogę do tego o czym myślisz, albo zamkną.
Wszystko jest kwestią naszego wyboru.

Nie wykorzystujemy swoich okazji ze względu na obawę przed konsekwencjami.
Zawsze w naszych głowach rodzą się chore rzeczy przed zrobieniem czegoś, a najzabawniejsze jest to,
że blokuje nas obawa przed opinią innych.

A gdyby tak nikt nie patrzył na Twoje ruchy, obawiałbyś się nadal?
Raczej nie, ale paradoksalnie sami chcemy żeby ludzie na nas patrzyli. Sukces smakuje lepiej na oczach innych kiedy każdy Cię docenia. Jednak nie jesteśmy w stanie robić wszystkiego w ukryciu. Nie zatuszujemy swoich porażek w drodze do sukcesu.
Co więcej. Sami mamy tendencję do tego żeby bardziej doceniać ludzi, którzy przeszli trudną drogę.

Porównajmy osobę, która wygrała we wspomnianego totka 10mln, wcześniej wiodąc „zwyczajne” życie, oraz kogoś kto je zarobił. Ten pierwszy wypełnił kupon i ciach. Trafiło się. Drugi zaś spędził 40 lat swojego życia na ulicy. Upadał wielokrotnie, zniszczyły go nałogi, często zaszczany leżał pod śmietnikiem, a jego życie wyglądało jak jedna wielka porażka. Podniósł jednak się z kolan, naprawił swoje życie z nawiązką i otworzył wielomilionową firmę. Kogo bardziej doceniamy mimo że osiągnięty cel jest podobny?

Bierną postawą nie złapiesz okazji.

Jacy zawodnicy w sportach walki są tymi, którzy rozgrzewają tłumy do czerwoności. Tymi których uwielbiamy oglądać?

Na pewno nie są to Ci, którzy chodzą ciągle na wstecznym i liczą na to, że uda im się ustrzelić jakimś ciosem. Kochamy tych, którzy nie kalkulują. Idą na żywioł. To oni są ulubieńcami.
Fundują nam masę emocji i spektakularnych nokautów. A dlaczego?
BO SIĘ NIE PIERDOLĄ W TAŃCU tylko robią to co mają do zrobienia. Czasem przypłacają za to porażką, ale jakie ona ma znaczenie w ostatecznym rozrachunku?
Analogie sportowe są bardzo dobitne i przejrzyste.
Fakt.
W życiu poza meczem czy walką nie będziemy mieli tyle okazji co na wydeptanym osiedlowym boisku czy wytartej macie treningowe, dlatego jeszcze bardziej musimy trzymać się mocno w grze. Nie chodzi tutaj o czas i miejsce naszych zmagań, ale o podejście do tematu. Nie liczy się rodzaj gry, ale to jakimi jesteśmy zawodnikami.

Szanse otwierają się dla tych który są aktywni...

Będziesz gotowy na okazję, która jakimś cudem pojawi się koło Ciebie?

Myślisz sobie „po chuj ja będę się głowił, działał, wysilał się bezsensownie.
Poczekam sobie spokojnie na jakiś złoty strzał. Trafi się jakaś okazja”

Problem w tym,że możesz jej nawet nie zauważyć...

Nie robiąc nic zatrzymujesz stan w którym jesteś (jak to mówią w branży motywacyjnej ''strefa komfortu”). Ale czy stanie w miejscu jest do końca komfortowe? Może i jest, ale w danym momencie. Świat zapierdala do przodu i jeśli nie myślisz przyszłościowo zostaniesz w tyle. Pytanie czy później starczy Ci sił na to żeby dogonić uciekający peleton i wciąż liczyć się w grze o cokolwiek?

Dobrych widoków i przeżyć jesteś w stanie doświadczyć w momencie wspinaczki na górę, a nie wtedy kiedy pod nią stoisz. To co na górze nie jest dane tym małym, którzy zostali na dole. Często wręcz okazuje się, że po kilku zrobionych krokach zauważyłeś, że praktycznie pod nosem miałeś jakąś możliwość, ale ze względu na to, że nie byłeś jej świadom. Przeleciała Ci koło nosa.

Nie walcząc o swoje jesteś zdany na pastwę losu. A tak robią przegrani...

BRAVE HEART

Okazje kreują się da tych, którzy działają.
Dziękuję, że dotarłeś do końca tego wpisu.

Leave a Comment

Your email address will not be published.


Informujemy, iż nasz sklep internetowy wykorzystuje technologię plików cookies, a jednocześnie nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w tych plikach (tzw. „ciasteczkach”).
W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich zapisywaniu.
zamknij